Pompa ciepła w samochodzie elektrycznym to układ ogrzewania, który zamiast wytwarzać ciepło z prądu, przenosi je z otoczenia i z układu chłodzenia napędu do wnętrza auta. W polskim klimacie jest to najważniejsza pojedyncza pozycja listy wyposażenia elektryka, a w wielu cennikach nadal figuruje jako opcja dodatkowo płatna.
Silnik spalinowy zamienia na ruch około jednej trzeciej energii z paliwa, reszta ucieka jako ciepło. Ogrzanie wnętrza jest w takim aucie darmowe, bo wykorzystuje odpad.
Silnik elektryczny ma sprawność powyżej dziewięćdziesięciu procent, więc odpadowego ciepła prawie nie ma. Ogrzewanie trzeba wytworzyć z energii, która w przeciwnym razie napędziłaby auto. Grzałka oporowa PTC pobiera od dwóch do pięciu kilowatów, czyli tyle, co jazda z prędkością kilkudziesięciu kilometrów na godzinę.
Pompa ciepła zmienia rachunek, bo nie wytwarza ciepła, tylko je przepompowuje. Na każdy kilowat pobrany z baterii dostarcza do kabiny dwa do trzech kilowatów ciepła, czerpiąc różnicę z powietrza zewnętrznego i z ciepła odpadowego napędu.
| Temperatura zewnętrzna | Grzałka oporowa PTC | Pompa ciepła |
|---|---|---|
| +20 °C | 100% zasięgu | 100% zasięgu |
| 0 °C | ok. 80% | ok. 85% |
| −10 °C | ok. 65% | ok. 75% |
| −20 °C | ok. 50% | ok. 60% |
Wartości orientacyjne, dla jazdy mieszanej z ogrzewaniem ustawionym na komfortową temperaturę. Przy aucie o zasięgu 450 km różnica dziesięciu punktów procentowych przy minus dziesięciu stopniach to około czterdziestu pięciu kilometrów.
Pompa ciepła traci sprawność wraz ze spadkiem temperatury zewnętrznej, bo coraz trudniej odebrać ciepło z bardzo zimnego powietrza. Poniżej mniej więcej minus dziesięciu do minus piętnastu stopni jej przewaga wyraźnie maleje, a układ wspomaga się grzałką albo całkowicie na nią przechodzi.
Nowsze konstrukcje odbierają ciepło nie tylko z powietrza, ale też z układu chłodzenia napędu, z falownika i z pakietu, co przesuwa tę granicę niżej. To dlatego dwie pompy ciepła w dwóch autach mogą dawać różne rezultaty przy tej samej temperaturze.
Pompa ciepła w nowoczesnym elektryku obsługuje zwykle także termostatowanie pakietu. To ważne z dwóch powodów.
Zimą pakiet trzeba ogrzać przed szybkim ładowaniem, inaczej ładowarka poda ułamek swojej mocy. Auto z pompą ciepła i funkcją wstępnego ogrzewania baterii, uruchamianą po wskazaniu ładowarki w nawigacji, przyjeżdża na stanowisko gotowe do przyjęcia pełnej mocy. Rozwinięcie w haśle o napięciu 800 V.
Latem ten sam obieg chłodzi pakiet, co ogranicza degradację ogniw przy wielokrotnym szybkim ładowaniu.
Po pierwsze, czy pompa jest w standardzie, czy w opcji, i w której wersji wyposażenia. Po drugie, czy obejmuje wyłącznie kabinę, czy także termostatowanie pakietu, bo to dwie różne funkcje sprzedawane czasem osobno. Po trzecie, czy auto ma wstępne ogrzewanie baterii sterowane z nawigacji, bo bez tego korzyść zimą jest częściowa.
Warto też sprawdzić, czy dostępne jest zdalne ogrzewanie kabiny przed odjazdem, uruchamiane z aplikacji. Ogrzanie auta podłączonego jeszcze do ładowarki zużywa energię z sieci, a nie z pakietu, i jest to najtańszy sposób na ciepły samochód zimą.
Na polskim rynku wtórnym obecność pompy ciepła jest jednym z pierwszych pytań kupujących auto elektryczne, obok stanu pakietu i pozostałej gwarancji na baterię. Egzemplarz bez pompy sprzedaje się dłużej i taniej, więc oszczędność przy zakupie wraca jako strata przy sprzedaży. Szerzej w haśle o wartości rezydualnej.
W cenniku szukaj pozycji "pompa ciepła", "heat pump" albo opisu układu klimatyzacji jako rewersyjnego. Brak wzmianki zwykle oznacza grzałkę oporową, bo pompa jest argumentem sprzedażowym i producenci ją eksponują.
Przy aucie używanym najpewniejszym źródłem jest wyciąg z konfiguracji po numerze VIN, dostępny w autoryzowanym serwisie. Sprzedający często nie wie, czy auto ma pompę, bo nie kupował go pierwszy.
Pośrednia wskazówka to zachowanie zimą: auto z pompą ogrzewa się wolniej w pierwszych minutach, bo najpierw rozkręca obieg, natomiast grzałka daje ciepło niemal natychmiast kosztem dużego poboru mocy. Widać to na wskaźniku zużycia energii tuż po uruchomieniu.
Ogrzewanie fotela i kierownicy zamiast całej kabiny. Fotel pobiera kilkadziesiąt watów wobec kilku kilowatów potrzebnych na ogrzanie powietrza, a subiektywne odczucie ciepła jest porównywalne.
Wstępne ogrzanie auta podłączonego do ładowarki, uruchamiane z aplikacji przed odjazdem. Energia idzie wtedy z sieci, nie z pakietu.
Obniżenie temperatury zadanej o dwa do trzech stopni i przełączenie nawiewu na recyrkulację po nagrzaniu kabiny, żeby układ nie grzał wciąż od nowa zimnego powietrza z zewnątrz.
Te trzy nawyki razem odzyskują znaczną część różnicy między autem z pompą a bez niej, choć jej nie kasują.
Przy aucie użytkowanym wyłącznie na krótkich dystansach w mieście, z ładowaniem w domu każdej nocy, strata zasięgu zimą nie ma praktycznego znaczenia, bo auto i tak nie wykorzystuje pełnego pakietu. W takim scenariuszu dopłata do pompy jest inwestycją wyłącznie w wartość odsprzedaży, a nie w codzienną wygodę. Przy jeździe mieszanej i regularnych trasach zwraca się w pierwszej zimie.